Przez wielu jest uważany za ikonę częstochowskiej siatkówki. W wielu ciężkich momentach dawał z siebie wszystko, czym sprawił, że kibice w Częstochowie go szanują. Dwa lata temu zdecydował się na przeniesienie do Rzeszowa, jednak teraz powraca do AZS-u na trzy kolejne sezony, by znów swoją grą pomóc w zdobywaniu jak największych sukcesów. O kim mowa? Oczywiście o Krzysztofie Gierczyńskim, z którym rozmawiał Maciej Hasik (ŚwiatSportu.pl).
Krzysztof Gierczyński jako ponownie siatkarz AZS-u Częstochowa. Co zdecydowało na Twój wybór o powrocie z Rzeszowa?
-Takie małe sprostowanie, bo do pierwszego sierpnia nadal jestem zawodnikiem Resovii. A co spowodowało? To była bardzo trudna decyzja. W ciągu ostatnich dwóch lat zżyłem się z Rzeszowem i naprawdę trudno było mi odejść, ale po mojej osobistej analizie postanowiłem wrócić. Na razie jeszcze jest za wcześnie i nie mogę w pełni powiedzieć co zadecydowało. Były różne czynniki. Jednym z głównych jest to, że mam tutaj dom, tu spędziłem sześć fajnych lat, natomiast w Rzeszowie była fajna atmosfera, ale w tej chwili jestem w Częstochowie. Decyzja już zapadła i od pierwszego sierpnia jestem zawodnikiem częstochowskiego AZS-u.
Gdybyś podsumował to co było w Rzeszowie. Jakie to były lata?
-Oczywiście bardzo dobre sportowo. Dwa medale Mistrzostw Polski. Natomiast jeżeli chodzi o mnie, to sportowo dwa bardzo trudne lata, bardzo ciężka praca i trzeba powiedzieć sobie, że w tym sezonie grałem już nieco mniej, trener nie widział mnie w składzie i to też jest jednym z czynników dlaczego jestem w Częstochowie. Dopiero jak trener zdecydował się zmienić Marcina Wikę i mnie wprowadzić do szóstki i dopiero tak naprawdę od tego momentu grałem. Na pewno efekt finalny jest fajny. Po to się uprawia sport, by być później zadowolonym.
Mamy nowy zespół w Częstochowie. Jak okiem Krzysztofa Gierczyńskiego wyglądają szanse tej drużyny?
-Został trzon z poprzedniego sezonu, drużyny, która grała bardzo dobrą siatkówkę. Są oczywiście zmiany. Ja dołączyłem do drużyny, będzie nowy libero, nowy atakujący także zmiany też są. Drużyna jest jakby mocniejsza, ale trzeba sobie też zdawać z tego sprawę, że inne zespoły też się wzmacniają ale majważniejsza jest atmosfera w zespole. To wszystko się później przekłada na wynik sportowy.
Wydawało się, że kiedy dwa lata temu żegnałeś się z kibicami oficjalnie, wydawało się, że to jest to takie pożegnanie już na zawsze. Kibice przyjęli Twój powrót bardzo entuzjastycznie.
-Cieszę się, że kibice doceniają to co zrobiłem przez te sześć lat. Mam nadzieję, że jak za trzy lata wygaśnie mój kontrakt, nadal będą mnie doceniać i szanować. To jest podstawa sportu. Człowiek zżywa się z miastem, z halą oraz kibicami. Utożsamia się z klubem, kibice potrafią to docenić, ale czasem się zdarza, że człowiek robi to samo, a kibice odbierają to odwrotnie. Jednak w moim przypadku odbierają mnie pozytywnie i bardzo się z tego cieszę.
Pomijając już ten czynnik sportowy, stałeś się już częstochowianinem na dużo dłużej niż trzy lata.
-Nie wiadomo co przyniesie życie. Tak naprawdę trudno zaplanować co będzie za miesiąc, a co dopiero za trzy lata. Staram się nie myśleć w tych perspektywach. Ale na pewno coś w tym jest. Są już jakieś plany, jakieś przymiarki, ale ja przeżyłem już chyba osiem przeprowadzek w trzech miastach, także życie płata różne figle i na razie ciężko coś planować czy pozostanę tu na stałe, czy też nie. Ja nie pochodzę z Częstochowy, moja żona również, rodziny mamy na zachodzie Polski, ale bardzo dobrze nam się tutaj mieszkało, tutaj urodziła się nasza córka, także mamy stąd miłe wspomnienia. Być może zostaniemy tutaj na stałe, jednak na razie w życiu sportowca ciężko coś deklarować.
Dodał: Damian Trybulec
+ Wersja do druku | Artykuł przeczytano: 1084 razy.
<-Wróć